Na pewno wiele
razy zastanawiałeś się nad tym, co by było, gdyby dane Ci było cofnąć do
pewnego, wybranego przez Ciebie momentu w życiu i skierować wszystko na
właściwe tory, zanim jeszcze wszystko wywróciło się do góry nogami. Ja też
zastanawiam się nad tym i to setki razy.
Stałam w
pokoju, który teraz wydawał mi się miejscem, gdzie to wszystko się zaczęło.
Moje rzeczy spoczywały już w czerwonej walizce, którą trzymałam w ręce.
Omiotłam niespokojnym spojrzeniem pokój ,który do niedawna pełnił funkcję
wspólnej sypialni z Toddem.
Musiałam się
pośpieszyć, jeżeli chciałam wyjść zanim wróci Todd i chętnie rozszarpie mnie na
kawałki. Ja już nie mogłam tak żyć. To nie była miłość, to co pozostało między
nami to była po prostu.. nienawiść i codzienne kłótnie. Sięgnęłam ręką po
klamkę, ale w tej chwili drzwi otworzyły się ,a w nich stanął mój chłopak.
A ja zamarłam.
Z przerażenia oddychałam spazmatycznie i próbowałam wykrzesać z siebie choć
odrobinę odwagi, by stanąć z nim twarzą w twarz i mu to powiedzieć.
- Co Ty robisz,
Magg ? - zapytał szeptem, ale wiedziałam że kiedy usłyszy odpowiedź ,to
wybuchnie.
Stałam tak
pośrodku holu Jego małego mieszkania miotana sprzecznymi emocjami. Z jednej
strony chciałam się wydrzeć "ODCHODZĘ" i szybko opuścić to miejsce, z
drugiej chciałam się stać niewidzialna i gdzieś się schować.
Widzę jego
oczy, tak dobrze mi znane, a jednak wywołują we mnie przerażenie. Są niemal
czarne i błyszczą jakimś dziwnym blaskiem. Zaraz wybuchnie, wiem to.
- Co ty do
cholery wyprawiasz ?! Chcesz mnie zostawić w tym gównie ?!! - zawył
zatrzaskując drzwi, zabierając tym samym promyk nadziei na tchórzliwą ucieczkę.
Jego twarz
wykrzywiła się z wściekłości i zaczął wrzeszczeć.
Weszłam do
sypialni i usiadłam na brzegu obserwując wściekłego chłopaka, który właśnie
demolował pokój.
I wtedy się
załamał. Jego zmiany nastroju były dla mnie początkowo słodkie, później
chciałam go uleczyć miłością, ale teraz wiem że to nierealne.
Przyklęknął
przede mną i położył głowę na moich kolanach. Popatrzyłam na Niego i wtedy
zrozumiałam, że jeżeli mu się nie postawię to stąd nie wyjdę.
Drżącą ręką
pogłaskałam Jego czarne potargane włosy.
- Todd, ja
odchodzę. Możesz wierzyć, albo nie ,ale ja nie mam zamiaru się z Tobą dalej
męczyć. - wyszeptałam.
- Droga wolna,
ale wrócisz jeszcze do mnie z podkulonym ogonem.
Wstałam i
sięgnęłam po walizkę, by wynieść się z jego świata raz na zawsze. Todd patrzył
beznamiętnie, kiedy zakładałam kurtkę. Kiedy sięgnęłam po klamkę obejrzałam się
na Niego. Zaczął krzyczeć:
- Nie! Nie
odejdziesz ode mnie! Nie rozumiesz tego ?! Wracaj! - poderwał się i wtedy
zaczął demolować swoją (nie naszą) sypialnię.
Otworzyłam
drzwi i wyszłam. Spróbowałam zbiec z walizką, ale była zbyt ciężka. Z
naprzeciwka wyszedł młody mężczyzna, który z lekkim uśmiechem spytał:
- Czy mogę Pani
pomóc ?
- Jeżeli mógłby
Pan... - nie dokończyłam, a już złapał walizkę mocną ręką i odprowadził mnie aż
do wyjścia na ulicę.
- Dziękuję -
uśmiechnęłam się i złapałam jakieś taxi.
Piętnaście
minut później zapukałam do drzwi swojej przyjaciółki. Otworzyła mi ze zdziwioną
miną i bez ceregieli wepchnęła do środka. I wtedy tama puściła, łzy same
wyleciały z oczu i Kleo zaczęła mnie wypytywać co się stało. Opowiedziałam jej
całą prawdę o związku z Toddem. Była co najmniej zszokowana i ..wkurwiona.
Uspokoiłam się i wtedy Kleo powiedziała że nocuje u Niej, a powiedziała to
takim tonem, że nawet sprzeczać się nie było warto.
Usiadłam na Jej
łóżku po turecku i zaczęłam przeglądać jakąś gazetę. Na pierwszej stronie był
wielki czarny napis informujący o koncercie Martina Garrixa w naszym mieście
dzisiejszego wieczoru. Kleo podeszła do mnie i zaczęła mi wymachiwać dwoma
biletami przed twarzą. No nie... zaraz się zacznie.
- Co powiesz na
spędzenie dzisiejszego wieczoru w fajnym miejscu i z fajną muzą ? - spytała
szczerząc się do mnie jak idiotka.
- Sama nie
wiem. Nie mam ochoty... - zaczęłam się wykręcać
- Ej, wydałam
na to dość sporo pieniędzy i nie mam zamiaru przepuścić takiej okazji, bo
akurat jesteś nie w sosie!
- No... Dobra.
Stwierdziłam,
że nie ma sensu się z nią kłócić i zaraz po koncercie wrócę do domu, jak tylko
dostanę zapasowe klucze do mieszkania Kleo.
____________________________________________________
Kleo to Chloe,
tak dla jasności C;
Mam nadzieję, że poniżej skomentujesz moje bazgrołki.
Mój Misiooo!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz