17 maj 2015

Prolog



Na pewno wiele razy zastanawiałeś się nad tym, co by było, gdyby dane Ci było cofnąć do pewnego, wybranego przez Ciebie momentu w życiu i skierować wszystko na właściwe tory, zanim jeszcze wszystko wywróciło się do góry nogami. Ja też zastanawiam się nad tym i to setki razy.
Stałam w pokoju, który teraz wydawał mi się miejscem, gdzie to wszystko się zaczęło. Moje rzeczy spoczywały już w czerwonej walizce, którą trzymałam w ręce. Omiotłam niespokojnym spojrzeniem pokój ,który do niedawna pełnił funkcję wspólnej sypialni z Toddem.
Musiałam się pośpieszyć, jeżeli chciałam wyjść zanim wróci Todd i chętnie rozszarpie mnie na kawałki. Ja już nie mogłam tak żyć. To nie była miłość, to co pozostało między nami to była po prostu.. nienawiść i codzienne kłótnie. Sięgnęłam ręką po klamkę, ale w tej chwili drzwi otworzyły się ,a w nich stanął mój chłopak.
A ja zamarłam. Z przerażenia oddychałam spazmatycznie i próbowałam wykrzesać z siebie choć odrobinę odwagi, by stanąć z nim twarzą w twarz i mu to powiedzieć.
- Co Ty robisz, Magg ? - zapytał szeptem, ale wiedziałam że kiedy usłyszy odpowiedź ,to wybuchnie.
Stałam tak pośrodku holu Jego małego mieszkania miotana sprzecznymi emocjami. Z jednej strony chciałam się wydrzeć "ODCHODZĘ" i szybko opuścić to miejsce, z drugiej chciałam się stać niewidzialna i gdzieś się schować.
Widzę jego oczy, tak dobrze mi znane, a jednak wywołują we mnie przerażenie. Są niemal czarne  i błyszczą jakimś dziwnym blaskiem.  Zaraz wybuchnie, wiem to.
- Co ty do cholery wyprawiasz ?! Chcesz mnie zostawić w tym gównie ?!! - zawył zatrzaskując drzwi, zabierając tym samym promyk nadziei na tchórzliwą ucieczkę.
Jego twarz wykrzywiła się z wściekłości i zaczął wrzeszczeć.
Weszłam do sypialni i usiadłam na brzegu obserwując wściekłego chłopaka, który właśnie demolował pokój.
I wtedy się załamał. Jego zmiany nastroju były dla mnie początkowo słodkie, później chciałam go uleczyć miłością, ale teraz wiem że to nierealne.
Przyklęknął przede mną i położył głowę na moich kolanach. Popatrzyłam na                   Niego i wtedy zrozumiałam, że jeżeli mu się nie postawię to stąd nie wyjdę.
Drżącą ręką pogłaskałam Jego czarne potargane włosy.
- Todd, ja odchodzę. Możesz wierzyć, albo nie ,ale ja nie mam zamiaru się z Tobą dalej męczyć. - wyszeptałam.
- Droga wolna, ale wrócisz jeszcze do mnie z podkulonym ogonem.
Wstałam i sięgnęłam po walizkę, by wynieść się z jego świata raz na zawsze. Todd patrzył beznamiętnie, kiedy zakładałam kurtkę. Kiedy sięgnęłam po klamkę obejrzałam się na Niego. Zaczął krzyczeć:
- Nie! Nie odejdziesz ode mnie! Nie rozumiesz tego ?! Wracaj! - poderwał się i wtedy zaczął demolować swoją (nie naszą) sypialnię.
Otworzyłam drzwi i wyszłam. Spróbowałam zbiec z walizką, ale była zbyt ciężka. Z naprzeciwka wyszedł młody mężczyzna, który z lekkim uśmiechem spytał:
- Czy mogę Pani pomóc ?
- Jeżeli mógłby Pan... - nie dokończyłam, a już złapał walizkę mocną ręką i odprowadził mnie aż do wyjścia na ulicę.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się i złapałam jakieś taxi.

Piętnaście minut później zapukałam do drzwi swojej przyjaciółki. Otworzyła mi ze zdziwioną miną i bez ceregieli wepchnęła do środka. I wtedy tama puściła, łzy same wyleciały z oczu i Kleo zaczęła mnie wypytywać co się stało. Opowiedziałam jej całą prawdę o związku z Toddem. Była co najmniej zszokowana i ..wkurwiona. Uspokoiłam się i wtedy Kleo powiedziała że nocuje u Niej, a powiedziała to takim tonem, że nawet sprzeczać się nie było warto.
Usiadłam na Jej łóżku po turecku i zaczęłam przeglądać jakąś gazetę. Na pierwszej stronie był wielki czarny napis informujący o koncercie Martina Garrixa w naszym mieście dzisiejszego wieczoru. Kleo podeszła do mnie i zaczęła mi wymachiwać dwoma biletami przed twarzą. No nie... zaraz się zacznie.
- Co powiesz na spędzenie dzisiejszego wieczoru w fajnym miejscu i z fajną muzą ? - spytała szczerząc się do mnie jak idiotka.
- Sama nie wiem. Nie mam ochoty... - zaczęłam się wykręcać
- Ej, wydałam na to dość sporo pieniędzy i nie mam zamiaru przepuścić takiej okazji, bo akurat jesteś nie w sosie!
- No... Dobra.
Stwierdziłam, że nie ma sensu się z nią kłócić i zaraz po koncercie wrócę do domu, jak tylko dostanę zapasowe klucze do mieszkania Kleo.
____________________________________________________
Kleo to Chloe, tak dla jasności C;
Mam nadzieję, że poniżej skomentujesz moje bazgrołki.

Mój Misiooo!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz